środa, 22 marca 2017

Wiadomość III

Znalezione obrazy dla zapytania elena i damon gif 
Ten gifek przedstawia moją ukochaną parę <33 
Myślałam nad tym i dalej nie wiedziałam, bo to czuję się jakbym była pomiędzy młotem, a kowadłem. 
Ale jechałam samochodem z tatą i powiedział mi takie mądre słowa, które dały mi 100% pewność co mam zrobić. 
Powiedział mniej więcej coś takiego ,,Pamiętaj rób zawsze swoje, a inni i tak cię potem z tym docenią''. 
Nawet nie wiedział jak trafił tym tekstem w kontekst. 
Dlatego postanowiłam, że...Nie rzucę pisania i nie będę się poddawać. Będę pisać i przestanę się przejmować co o tym myślą inni. Jak rozdział nie wyjdzie to trudno, następny będzie lepszy. A zresztą jak ma mi nie wyjść skoro mam bujną wyobraźnię i kocham to robić. Zresztą moje opowiadanie na konkurs mnóstwo osób chwali i uważają, że mam duży talent do pisania. 
Udowodnię wszystkim tym co uważają inaczej, że nie tak łatwo mnie nie pokonają, bo będę walczyła oto co kocham do samego końca. Zostawiłam już rysowanie i przez to nikt nie wie, że umiem rysować. Jak rysuje to raz na ruski rok i tylko dla samej siebie, żeby pomyśleć. Tak jak dzisiaj na przykład haha. 
Dlatego zostaję i postaram się coś przez weekend napisać ;p 
Ale niczego nie obiecuje wiecie jak to z czasem bywa :p 
Dziękuje Maddy i Gosi za to, że ZAWSZE jesteście <33 
Kocham Was miśki moje <3 <3 
Pozdrawiam i całuję Nataly :) :* 
 

wtorek, 21 marca 2017

Wiadomość II

Moje kochane...
To dla mnie też trudne. 
Chcę bardzo z Wami zostać i OBIECUJE, że jeszcze się z tym prześpię i jutro Wam dam znać. Ewentualnie kiedy indziej (wiecie szkoła -.- ;-;), ale się odezwę. 
Przemyśle to, bo naprawdę ciężko mi z tą myślą, bo chyba nawet nie umiem tak żyć, bez tego.  
Ale Maddy masz rację, że nie wolno się poddawać. Dlatego przemyśle...Naprawdę :) 
Pozdrawiam Nataly :-) :* 
P. S. Moja klasa (no 8 osób, bo reszcie się nie chciało) zajęliśmy 2 miejsce w konkursie na taniec do piosenki disco polo 😄 

Wiadomość

Kochani moi przychodzę do Was ze smutną informacją. Nie sądziłam, że do tego dojdzie i, że wgl będę w stanie podjąć taką decyzję, ale cóż...
Chciałam Wam powiedzieć, że...uważam, iż powinnam rzucić pisanie. Nie nadaje się do tego i ostatnio mam same przytyki od najbliższych (co boli najbardziej) na temat mojego pisania. Do tego straciłam wiarę w to, że wgl umiem pisać. Umiałam, ale już nie umiem i nie będę się męczyć, bo inni mają to w nosie. 
Więc przepraszam...może kiedyś do tego wrócę :/ 
Przepraszam, wybaczcie mi :'( 
Nie jest łatwo mi to pisać i zostawić pisanie. Może będę pisać, ale tylko dla siebie i to co muszę w szkole. Prace na konkurs napisałam i oddam ją jeszcze, ale to koniec. 
I tak nie wygram, bo pisze beznadziejnie :'( 
Mam nadzieje, że mi wybaczycie:) :( ( 
Pozdrawiam i całuje Nataly :) :* 

piątek, 27 stycznia 2017

Rozdział 13

Rozdział dla mojego boyfrienda... ;)(taa...zaczęłam go pisać jak byliśmy razem :/ hm...)...dla moich wszystkich kochanych przyjaciół <3
U Dominiki
Miesiąc później
Nastolatkę od kilku dni bolała głowa, gardło, brzuch i wymiotowała z rana. Jej mama się martwiła, że to jakieś poważniejsze zatrucie, bo dziewczynie ciągle było słabo. 
Bartek jako jej chłopak siedział przy niej przed szkołą, pisał będąc w szkole i przychodził po szkole. Bardzo się o nią martwił, tak samo jak Mateusz i Julia z Karoliną. To były jej najbliższe przyjaciółki i zamartwiały się. 
- Domiś...jak się czujesz?- zapytała Julia, która siedziała przy niej z Bartkiem, ponieważ reszta musiała już iść do swoich zajęć. 
- Źle...Ale chyba lepiej niż było godzinę temu, nawet mogę wstać- powiedziała i wstała podchodząc do okna, żeby je zasłonić przed dużym słońcem, któremu towarzyszył mróz. 
Nagle zakręciło jej się w głowie, a okno zaczęło się kręcić jak na karuzeli. Przeszył ją silny ból brzucha, a nogi stały się jak wata. Ostatnie co czuła to silne ramiona, które ją złapały. 

Otworzyła swoje brązowe oczy i oślepiło ją ostre światło. Przełknęła ślinę czego żałowała, ponieważ gardło ją paliło.Wykrzywiła twarz i rozejrzała się po sali. Była w białym pomieszczeniu, gdzie było jeszcze jedno łóżko, a na krześle siedzieli rodzice, a przy łóżku stał Mateusz. 
- Mamo?- wychrypiała
- Tak córeczko jestem, jak się czujesz?- mówiła czułym i załamanym głosem. 
- Dziwnie, gdzie Bartek?- chrypiała
- Na korytarzu zawołać go?- zapytała mama 
Pokiwała tylko głową i Beata poszła po osiemnastolatka. 
Chłopak siedział ze zwieszoną głową i patrzył na szpitalną podłogę.
- Bartek- zaczęła kobieta - Dominika się ocknęła i prosiła, aby cię zawołać.
Chłopak zerwał się z krzesła i od razu poleciał do sali. Kiedy zobaczył ukochaną uśmiechnął się, a w jego oczach pojawił się błysk, który Dominika uwielbiała.
- Bartuś...- uśmiechnęła się, ale dużo ją to kosztowało.
- To my może wyjdziemy- powiedziała Beata i pociągnęła męża oraz syna na korytarz.
Młodzi zostali sami, więc Bartek usiadł na krześle i wziął w ręce dłoń ukochanej.
- Dominika...Jak się czujesz? Martwię się bardzo o ciebie- mówił i patrzył jej w oczy.
- Dobrze, już lepiej...Ale gardło- chrypiała - Dalej boli
- To pewnie angina, ale te inne objawy...- mówił, ale lekarz wszedł do sali i przerwał mu wypowiedź.
- Dzień dobry
- Dzień dobry panu
- Dzień dobry- powiedział Bartek i wstał z krzesła.
- Mamy już pani wyniki, ale musimy zrobić jeszcze jedno ważne badanie i wtedy wrócę do pani- lekarz przeglądał plik kartek i spoglądał co chwila na chłopaka jak i dziewczynę.
- No dobrze, a jakie to badanie?
- USG, pielęgniarka zaraz po panią przyjdzie- poinformował i wyszedł z sali.
Nastolatkowie spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. Po chwili jednak pojawiła się pielęgniarka i zabrała Dominikę na USG.

Osiemnastolatka położyła się na specjalnym łóżku i czekała na lekarza.
Przyszedł młody lekarz w kręconych włosach świeżo po studiach medycznych.
- Dzień dobry pani- przywitał się
- Dzień dobry
- Pani...Dominika Pawłowska...Oj przepraszam panna Dominika Pawłowska- uśmiechnął się.
- Ach...no tak jeszcze tak- zaśmiała się pod nosem.
- No dobrze...Muszę panience zrobić badanie, bo lekarze nie są jeszcze pewni- mówił łagodnym głosem. Podwinęła bluzkę i lekarz Sebastian zaczął badanie. Spojrzał na ekran i zrobił duże oczy, a potem przeniósł wzrok na osiemnastolatkę.
- Coś się stało?
- Em...Z tego co ja widzę to...
- Co jest?
- Gratuluję panno Dominiko- powiedział w końcu i posłał jej uśmiech.
- Co? Ale czego mi pan gratuluje?
- Jest pani w ciąży to koniec czwartego tygodnia- oznajmił, a dziewczynie się poszerzyły źrenice z wrażenia. W ciąży? Ale jak to? Przecież ona nigdy...Zaraz...spała z Bartkiem tak z miesiąc temu, ale to był jeden jedyny raz. I faktycznie już jakiś czas temu powinna dostać okres, ale była taka zakręcona, że o tym zapomniała
- A...jak dziecko?
- Bardzo dobrze, rozwija się prawidłowo nie mam zastrzeżeń.
- Ale proszę pana bolał mnie brzuch i te wymioty...- wymieniała -...Do tego to gardło
Młodzieniec się uśmiechnął szeroko i pokiwał głową. Położył jej dłoń na ręce, żeby się uspokoiła.
- Spokojnie...Mogę panience mówić po imieniu?
- Tak proszę
- Więc Dominiko to są normalne objawy ciąży, jestem ginekologiem i wiem co mówię. A co do gardło to, to nie ma nic wspólnego. Wracając do objawów to kiedy u ciebie wystąpiły?
- Kilka dni temu
- A przepraszam, że pytam, ale...kiedy to ostatni raz robiłaś?
- Będzie tak około miesiąca temu
- I wszystko się zgadza, ale w takim razie późno u ciebie wystąpiły objawy. No nic wszystko zależy od organizmu. Ale u twojego dzidziusia wszystko okej- uśmiechnął się jeszcze raz pocieszająco. Jak dla Dominiki to nie była dobra wiadomość. Miała dopiero osiemnaście lat, a już była w ciąży i to ze swoim pierwszym chłopakiem. Zaczęła się bać oto dziecko i oto co powie Bartek, jak zareaguje? Zostawi ją? Albo pomyśli, że chce go zatrzymać albo wrobić w dziecko?
- No to tyle, chcesz zdjęcie?
- Ee...tak, ale proszę, żeby na razie moi rodzice o tym nie wiedzieli. Ja muszę sama to ogarnąć- powiedziała przerażona.
- Jasne nie ma problemu
Pielęgniarka przyszła i zabrała mnie z powrotem na salę.

W jej sali nikogo nie było i dziewczyna dziękowała za to w duchu. Nie chciała teraz nikogo widzieć. Musiała sama się pogodzić z myślą, że pod jej sercem rozwija się dziecko Bartka.
Dręczyła się czy, jeżeli Bartek w ogóle zaakceptuje jej ciąże to czy sobie poradzą. Co ze szkołą i maturą w przyszłym roku? A jej rodzice? Zabiją ją, a Mateusz zabije Bartka. Wyrzucą ją z domu i będzie się tułała sama z małym dzieckiem? A jeszcze jest gorsza wersja, że Bartek ją wyzwie, rzuci i odejdzie zostawiając ją całkiem samą. Zostanie jej tylko Julia i Karolina o ile będą chciały zająć się nie swoim dzieckiem. Julia ma swojego chłopaka, a Karolina jest bardzo miła, ale szalona i ciągle rozmarzona o Grześku. A jakby wróciła do Zielonej Góry do Wilkanowa do jej dziadków? Czy starsi ludzie przygarnęliby osiemnastoletnią wnuczkę w ciąży? Rodzice jej mamy zawsze byli opiekuńczy.
Jej dziadek miał piątkę dzieci. Pierwszego syna jej Janka z pierwszą żoną, która mu zmarła zaraz po porodzie, a potem ożenił się z jej babcią i mieli czwórkę dzieci. Mariusza, Darka, Przemysława i jej mamę. Beata była najmłodsza i do tego była córką, jego jedyną córką. Otoczył ją wielkim kloszem i została córeczką tatusia. Na dodatek jej czwórka starszych braci również pilnowała siostry. Zwłaszcza Janek i Mariusz, ponieważ Janek był o trzynaście lat starszy, a Mariusz jedenaście lat starszy, potem był Darek z dziewięć lat starszy, a od Przemka dzieliło ją tylko siedem lat. Jednak mimo wszystko dbali o swoją młodszą siostrzyczkę i jak tylko pojawiał się zwykły ''kolega'' przesłuchiwali go i zaraz znajomość się kończyła. To wszystko wytrzymał tylko jeden mężczyzna. Była już dorosła i nawet zaczynała pracę, ale niestety miała mały wypadek, ponieważ poślizgnęła się i upadając złamała rękę. Trafiła na stół operacyjny, gdzie naprawili jej rękę. Wtedy poznała mężczyznę, który nazywał się Robert Pawłowski i to on ją operował oraz odpowiedział poprawnie na wszystkie pytania braci i ojca. Nie dał się złamać ani braciom ani ojcu i po dwóch latach ożenił się z Beatą, a za rok urodził się ich syn Mateusz, zaś trzy lata później pojawiła się na świecie drobniutka Dominika. Teraz ta Dominika ma osiemnaście lat, chłopaka i jest w ciąży.
Dziewczyna przypomniała sobie, że jej brat magluje każdego jej kolegę i każdy uciekał, ale jest jeden wyjątek. Bartek odpowiedział na jego głupkowate pytania i nie boi się jego gróźb.
- Może jest nadzieja- powiedziała do siebie Dominika i wtedy do sali wszedł Bartek.
- Nadzieja na co?- zaśmiał się i wszedł do środka. Nastolatka nie wiedziała co ma powiedzieć i czy w ogóle ma to teraz powiedzieć.
- Em...na to, że przyjdziesz i właśnie jesteś- wybrnęła z tego. Bartek nachylił się, żeby ją pocałować, ale do pokoju wszedł lekarz z pełnym plikiem wyników.
- Przepraszam, ale muszę porozmawiać z pacjentką na osobności.
- Em...no dobrze to już wychodzę. Jak coś to jestem obok kochanie- mrugnął do niej i poszedł.
Lekarz prowadzący spojrzał na brunetkę i westchnął.
- Wiemy co pani jest
- Tak ja też już wiem
- Pan Sebastian dostarczył nam badanie, ale mamy też inne. Jak pani wie jest pani w...
- Wiem proszę dalej
- ...Dobrze, a ten ból gardła i głowy to angina, ale delikatna i gorączka spadła, więc z pani dzieckiem wszystko w porządku. Przepiszę pani bezpieczne leki i jutro może pani iść do domu- zakomunikował.
- Doktorze...mam jeszcze jedną prośbę. Jak moi rodzice i w ogóle ktoś ode mnie z bliskich lub znajomych będzie pytał to niech pan powie, że to angina i lekkie zatrucie, dobrze?
- Ee...dobrze. Rozumiem, że nie chce pani na razie mówić?
- Nie, muszę to zrobić sama i chyba najpierw powiem swojemu chłopakowi- powiedziała już chyba bardziej do siebie, ale lekarz wysłuchał, pokiwał głową i wyszedł.
Opadła na poduszkę i spojrzała w sufit. Nie wiedziała co robić. Bała się, ale ten mały pęcherzyk na ekranie bardzo ją wzruszył. Dlatego jednego była pewna, że urodzi to dziecko, nie zabije go. 
- Mogę?- zapytał Bartek i wszedł do sali. Dominika podniosła się, ale chłopak kazał jej tego nie robić.
- Co powiedział lekarz?
- To zwykłe przeziębienie, ale...Bartuś musimy porozmawiać- powiedziała z powagą w głosie na co chłopak się przeraził trochę, ale usiadł na krześle i złapał ją za rękę patrząc w jej oczy.
- Słucham cię kochanie- przygotował się
- Ee...- rozpłakała się, ale Bartek otarł jej łzy.
- Kochanie nie płacz, spokojnie co się dzieje?- zmartwił się
- Boje się- ciągle popłakała
- Jestem z tobą choćby nie wiem co i nie musisz się bać. Nie zostawię cię, nigdy- zapewniał ją i Dominika pociągnęła nosem po czym spojrzała na niego ze smutnymi oczami.
- Bartuś...Jestem w ciąży- wyznała, a chłopak zrobił wielkie oczy.
Nastała cisza, a Bartek siedział z głową spuszczoną między nogami przy łóżku Dominiki, która miała zakrytą twarz dłońmi.
Oboje bali się odezwać, ale oboje chcieli tą niezręczną ciszę przerwać. Jednak żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć. Bartek był w szoku tak samo jak Dominika, a może nawet i bardziej, bo dziesięć minut temu dowiedział się, że zostanie tatą. Ale Dominika też była w szoku, bo w końcu to ona nosiła to dziecko i miała je urodzić.
- K-który to tydzień?- wyjąkał w końcu Bartek, dużo go kosztowało to, żeby w ogóle coś powiedzieć.
- Koniec czwartego- wychrypiała nastolatka.
- Masz zdjęcie?- podniósł głowę i obrócił się do swojej dziewczyny.
- Tak, jasne- wydukała i podała mu zdjęcie, które chowała. Chłopak wziął je do rąk i przyjrzał się dokładnie robiąc coraz większe oczy, ale na jego twarzy pojawił się też uśmiech.
- To moje dzieło, moje dziecko- powiedział ze wzruszeniem w głosie. Dominika zaśmiała się ze łzami.
- Nie jesteś zły?
- Trochę jestem, ale nie na ciebie skarbie. Na siebie, bo to moja wina, ale na was nie jestem. Cieszę się- uśmiechnął się szeroko i ją pocałował.
- Ale póki co nie mówmy nikomu, okej?
- Chyba nie chcesz tej kruszynki...- przestraszył się
- Nie! Coś ty! Jak zobaczyłam to dziecko na monitorze to...- zaczęła płakać i śmiać się ze wzruszenia. - Żałuj, że tego nie widziałeś Bartek- machała rękami jak nakręcona.
- Zobaczę przy następnym badaniu Domiś- posłał jej piękny uśmiech, a ona się zarumieniła i zrozumiała, że Bartek jej pomoże.

U Bartka
Osiemnastolatek wrócił do domu dość późno, bo siedział u dziewczyny dopóki go pielęgniarki nie pogoniły. 
Pierwsze co zrobił to wziął prysznic i położył się do łóżka z laptopem. Miał jeden cel ciąża oraz rozwój i wychowanie dziecka
Przeglądał wszystko co się tylko dało i notował jak najwięcej. 
Dopiero po ok. pierwszej w nocy poszedł spać. 
Rano poleciał do szpitala i zastał tam przyjaciółki Dominiki. 
- Wchodź Bartuś- zawołała jego dziewczyna. 
- Cześć dziewczyny- rzucił na wejściu i pocałował swoją ukochaną w czoło. 
- Czemu zarwałeś noc?- zapytała Dominika. Chłopak spojrzał na dziewczyny, a one pokiwały głowami. 
- Wiemy- odparła Karolina. 
- Gratulacje- dodała Julia. 
- Dzięki- spuścił głowę i się zaśmiał - Czytałem na temat ciąży i dzieci
- O to jest podejście- szturchnęła Julię Karola. A ta zaśmiała się i dostała sms' a. Spojrzała na wyświetlacz i uśmiechnęła się. 
- Co napisał?
- ,,Bądź dzisiaj w parku o 11.30. Kocham cię, twój Maciek''- zacytowała Julia i przygryzła dolną wargę. 
- Układa się wam?- zapytała Dominika. 
- Oj tak
- A już coś było?- poruszyła zabawnie brwiami Karolina szturchając koleżankę. 
- Od razu mówię nie próbujcie- wtrąciła się dziewczyna Bartka i spojrzała na swojego chłopaka, a ten usiadł po drugiej stronie jej łóżka i splótł ich dłonie. 
- Dziewczyny przecież od tego się to wszystko zaczęło- zarumieniła się Julka. 
- Ale nie jesteś w ciąży, wy to macie fuksa. Tylko my zaliczyliśmy wpadkę- burknęła Domi. 
- Kochanie coś ty! Ja tam się cieszę, że będę miał potomka
- Jak się moi rodzice i Mateusz dowiedzą to nie wiem czy dożyjesz narodzin tego potomka- spojrzała na niego spode łba. 
- Ja się Matiego nie boję i twojego taty też nie. Najpierw będą trochę źli, ale jak zobaczą nasze dziecko to cała złość im minie mówię ci skarbie ty mój- pocałował ją w policzek. 
W pewnej chwili telefon Bartka zaczął dzwonić i przerwał im miłą sielankę. 
- Hallo?...Cześć Krzychu...Ale...Krzysiek ja ci to wytłumaczę tylko...Błagam nie mów jeszcze rodzicom! Dobra będę...

 Znalezione obrazy dla zapytania marco tavelli gif 
~*~
Elo, elo pięć dwa zero!
Dzisiaj już notka była, więc tak krótko o rozdziale i na temat komentarza. 
Wiem, że Ty Maddy będziesz zawsze czekać :* Jesteś moją wierną czytelniczką :* 
Jak Wam się podoba taka akcja? 
Wiem jestem zła, że przerwałam w takim momencie :D wgl to krótki ten rozdział nie sądzicie? 
Hm....no cóż chyba był z trzy miesiące pisany, więc no...
Dobra dzięki za cierpliwość i jakiekolwiek komentarze, ale MAŁO ICH! :C smutam :C 
Dobra lecę, bo jutro muszę wcześniej wstać itd. Czeka mnie ciekawy i towarzyski weekend :D 
Taki naukowy, ale jak się chce być na koniec roku wzorowym i, któregoś tam czerwca wyjść z liceum ze świadectwem i paskiem na nim to cóż...
7 komentarzy=next rozdział (mój numerek w dzienniczku <3 dobijcie błagam to taka piękna liczba <333) 
Pozdrawiam i całuję Nataly :) :*  


Wielki powrót!

Znalezione obrazy dla zapytania caroline i klaus gif 
 Hejka naklejka! 
Jak mówi tytuł wracam do Was kochani! 
A z czym wracam? 
Ze zdrowym nadgarstkiem, który kręci się i działa bez zarzutu oraz z nowym pomysłem na nowy one shot. 
Oczywiście jeszcze muszę skończyć tam ten, ale chwilo na niego weny nie mam :D
Za to może dokończę rozdział i wstawię ;)) 
Powiem Wam, że od 3 gimnazjum tak na poważnie chciałam mieć chłopaka i szukałam go na siłę. W 1 liceum (w sumie to teraz xddd) wreszcie dopięłam swego i miałam chłopaka. Byłam serio szczęśliwa, ale to nie ten. Albo i ten, ale za szybko to było. Tak nagle stwierdziliśmy, że spróbujemy i wszystko się potoczyło jakoś samo. Ale rozumy nam wróciły i skończyliśmy to. 
Nie sądziłam, że to tak przeżyje, ale dopiero jakiś tydzień temu to wszystko ze mnie zeszło. Ten żal i rozpacz, ale...wtedy powiedziałam sobie, że będę wzorowa na koniec roku i zadbam o siebie, a chłopaków sobie odpuszczam, i nie chcę mieć żadnego. 
Czego ten świat nie rozumie?!
Jak chciałam to nie było żadnego, a jak nie chce to się aż trzech przyczepiło!
Jeden się gapi na korytarzu, drugi w klasie, a trzeci na próbach się patrzył. Na szczęście jeden przestał. To zostało dwóch i oni są naprawdę ładni i podoba mi się to ich wpatrywanie się we mnie, ale zawrócą mi w głowie i znowu będzie to samo. 
No życie licealistki łatwe nie jest, ale się nie nudzę :D
Nie mam na co narzekać mam dwie świetne przyjaciółki, najlepszego przyjaciela na świecie, (który jest tak mega irytujący, ale opiekuńczy taa to on mnie pilnował, żebym dbała o rękę i dzięki niemu nią normalnie ruszam, i jak nie wierzycie, że istnieje przyjaźń po związku to my jesteśmy przykładem, że można ;) pozdro ty mój strażaku magiku) mam dwóch adoratorów, brata, z którym się dogaduję, bratową, która jest spoko, rodziców, z którymi nawet da się rozmawiać oraz chrześniaka. Więc chyba nie powinnam narzekać...No i cudowną klasę humanów tumanów(tumany to z: biologii, matmy i geografii oraz wosu, ale human to co się dziwić ;P ) i kalek, bo nawet piłki nie umiemy złapać, a nasz wychowawca to historyk, wf' ista i nauczyciel wosu xddd
Dobra, ale koniec idę pisać dla Was rozdział :D
Dziękuje, że tyle czekacie. 
Postaram się to nadrobić, ale pamiętniki wampirów (gifek wszystko wyjaśnia Carolina+Klaus=<3) mnie tak wciągnęły, że już mam 4 sezon :D
Przepraszam Was za to wszystko :D i to opóźnienie ;p
Pozdrawiam i całuję Nataly :) :* 
 

sobota, 21 stycznia 2017

Informacja

Hej kochani.
Chciałam Was przeprosić, ale muszę wstrzymać jakiekolwiek pisanie, ponieważ przez grę na gitarze trochę przecholowałam i dość mocno nadwyrężyłam lewy nadgarstek. Trudno mi pisać bez odczuwania bólu czy robić cokolwiek innego. Naprawdę uwierzcie mi boli mnie kiedy to pisze. Jak to mój BFF każe ,,nie nadwyrężaj jej niech odpoczywa, a nie ty robisz wszystko jakby było okej, a nie jest". No cóż jest w liceum w klasie medycznej to go muszę słuchać xdd. Ale on ma rację niestety. Nawet składanie prania czy przekładania paska w kalendarzu obciąża mi nadgarstek i całą tą rękę. Więc przepraszam, ale jak ręka mi wróci do pełnej sprawności to skończę one shot pisać.
Jeszcze raz przepraszam ;) :(
Pw na pocieszenie Alaric i Damon z Eleną ♡♡ Taa oglądam ich 4 sezon ;*
Pozdrawiam Nataly :-) :*

niedziela, 1 stycznia 2017

One shot ,,Dwie siostry'' cz.2- Prawda i dwaj kawalerowie

Chciałam podziękować i zawiadomić Was, że większość samochodów wybierał mój (były chłopak) najlepszy przyjaciel na świecie...
 
Znalezione obrazy dla zapytania dylan i josh gif
Mary
Nie mogłam uwierzyć w to wszystko co się stało. Było tak pięknie, idealnie, ale ja czułam,  że to nie jest prawdziwe. I miałam rację...Luke to mój starszy przyrodni brat. Moglibyśmy być razem, bo mamy różne matki, ale...w naszych żyłach płynie ta sama krew, krew naszego ojca.
Ale chwila! Ktoś w ogóle robił testy DNA? Może tata to nie jego tata?
- Lucy!- zawołałam starszą siostrę. Może coś wiedziała albo pamiętała. Nie no jak? Miała roczek, więc na pewno nie. Ja już sama nie wiem. Tego jest za dużo.
- Tak?- weszła do pokoju w związanych włosach. Rzadko je wiązała, ale kiedy już to robiła zawsze idealnie je dobierała.
- Wiesz czy rodzice robili test DNA? Może Luke jednak nie jest naszym bratem- mówiłam przez łzy, ale Lucy również zrobiła smutny wyraz twarzy i zaprzeczyła kiwając głową.
- Dlaczego? Dlaczego to zrobił?- rozpłakałam się. Byłam roztrzęsiona tym wszystkim, cały dotychczasowy świat mi się rozwalił. A co, jeśli moja mama to nie moja mama? Co, jeżeli tato zdradził mamę ponownie?
- Kochanie nie wiem naprawdę, tata czasem najpierw robi, a potem myśli. Ale kocha mamę i ja to wiem, jeśli by jej nie kochał to nie wróciłby do nas. A wrócił i zostawił tam tą kobietę
- Właśnie! Zostawił ją samą w ciąży! On w ogóle miał kontakt z synem?
- Mary skoro Luke nie wiedział to najwidoczniej nie miał. I owszem tata nie zachował się fair wobec pani Morgan, ale skąd wiesz, że znamy całą prawdę? Powiedzieli nam tylko o zdradzie i bracie, a dalej?
- Masz rację Lucy. Myślisz, że mama coś wie?
- Na pewno, ale nie wiem czy ją teraz męczyć. Mama bardzo kocha tatę skoro mu wybaczyła, pozwoliła wrócić do siebie i jeszcze urodziła mu ciebie. Minęło osiemnaście lat, a oni nie sprawiali żadnych pozorów, że mieli jakieś problemy czy coś w tym stylu. Żyli szczęśliwi i zgodni, a teraz to wszystko do nich wróciło. Mama musi być załamana, ona przechodzi to wszystko jeszcze raz. Może ją teraz nie dręczmy, co?
- Lucy, ale ja muszę wiedzieć, bo...kocham Luke' a- po moich policzkach znowu pociekły łzy.
Moja siostra ciężko westchnęła i mnie przytuliła.
- Może pani Morgan nam pomoże?
- A ona tego nie przeżywa? Tata ją zostawił w ciąży!
- Ale chyba musiał mieć powód, prawda?
- Ty go bronisz?! Nie wierzę Lucy! Jak możesz?!- krzyczałam, nie wiem co się ze mną działo, ale byłam wściekła na cały świat.
- Nie bronię Mary! Ale zrozum też tatę, miał żonę i małe dziecko, i tu nagle jakaś inna kobieta mówi mu, że jest z nim w ciąży?
- Trzeba było myśleć zanim ją wybzykał! Nie mogę! Jak to brzmi!
- Mary co się z nami dzieje. To ma nas poróżnić?
- Nie, nie wiem. Przepraszam siostrzyczko, ale wychodzi na to, że między nami jest brat, który może nas poróżnić- powiedziałam smutno i położyłam się na łóżku dalej płacząc.

Lucy
Musiałam się dowiedzieć dlaczego tata zostawił tą kobietę. Dlaczego nie miał kontaktu z synem?
Z tatą nie mam zamiaru rozmawiać, bo wybuchnę przy tej rozmowie, ale mamę muszę przesłuchać. Właściwie to obie mamy. 
- Mamuś- zaczęłam - Pójdziemy do kawiarni?
- Co? Ale kiedy?- odłożyła ścierkę na blat kuchenny i spojrzała na mnie. 
- No teraz i weźmiemy ze sobą panią Morgan- dodałam, a moja rodzicielka spuściła smutno głowę.
- Mamo muszę wiedzieć wszystko- poprosiłam łagodnie, a ona zakryła swoje oczy i pokiwała głową. 
- Chodźmy po nią- poleciła i wyszłyśmy z domu. 

Pani Sandy zgodziła się i poszłyśmy do pobliskiej kawiarenki. Usiadłyśmy przy jednym stoliku i zamówiłyśmy trzy kawy. 
- Lucy kochana co chcesz wiedzieć jeszcze?- zapytała pani Sandy. 
- Całą prawdę, bo wiem, że to co usłyszałyśmy to tylko część prawdy. A jak było naprawdę? Dlaczego tato panią zostawił? Dlaczego to ukrywaliście? Co z jego kontaktem z Luke' iem?
- Córeczko to może ja zacznę...poznałam tatę na jesiennym balu, ponieważ poprosił mnie do tańca, a po balu zapytał mnie o numer i spotkaliśmy się parę razy. Po pół roku zaczęliśmy chodzić ze sobą, a po dwóch latach oświadczył mi się i za rok wzięliśmy ślub. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem i rok po ślubie na świat przyszłaś ty Lucy i wtedy zaczęło się psuć. Ja zajmowałam się tobą ciągle, bo potrzebowałaś tego jako niemowlak, ale tata tego nie rozumiał. Zamiast mi pomagać wychodził tylko z kolegami ze szkoły, którzy akurat przyjechali. Na twoje pierwsze urodziny zarzucił mi, że już go nie kocham i liczy się tylko dziecko, którego bez niego bym nie miała. Był pijany i bredził, ale i tak te słowa mnie zraniły. Nakrzyczałam na niego za wszystko co zrobił i wtedy wybiegł z domu. Do tego wszystkiego ja byłam w czwartym miesiącu ciąży. Podczas tych kłótni był okres kiedy Harry zrozumiał i był z nami. Wtedy zaszłam w ciąże i znaliśmy nawet płeć dziecka...to miał być Nick, ale wtedy Harry poznał właśnie ciebie Sandy i...- tutaj mama przerwała ze łzami w oczach i oddała głos pani Morgan. 
- ...Poznałam Harry' ego kiedy wracałam do domu od koleżanki, a on szedł zapłakany. Podszedł do mnie i poprosił o nocleg, o pomoc, a ja go przyjęłam. Wypłakał mi się i zasnął na kanapie. Za tydzień wrócił całkiem pijany i mówił, że mnie kocha, że tylko ja go rozumiem, a żona robi mu znowu wyrzuty. Zaczął mnie całować i...rano przeprosił za wszystko, zostawił swój numer i wyszedł. Po miesiącu dowiedziałam się, że jestem w ciąży...Zadzwoniłam do Harry' ego i poprosiłam o spotkanie, powiedziałam mu o tym, a on się wściekł. Powiedział, że to niemożliwe, ale kiedy się uspokoił odparł, że będzie płacił na dziecko, ale nie może ze mną zostać, bo ma żonę z dzieckiem i oni również spodziewają się dziecka. Podczas ciąży dzwonił i pytał się jak się czuje, i co z dzieckiem. Podczas porodu go nie było, ale zadzwonił i pytał się o dziecko. Powiedziałam mu, że to chłopiec i nazwałam go Luke. Za pół roku poznałam mojego męża, który bardzo mi pomógł i zrozumiał. Wzięliśmy ślub i rok po ślubie urodził się Michael, a potem Nina. Dzieci o niczym nie wiedzą, ale im też trzeba będzie to powiedzieć- skończyła pani Sandy.
- Harry odkąd się z tobą widywał zachowywał się dziwnie i zaczęłam coś podejrzewać. Lucy byłaś malutka, a ja byłam w ciąży, więc musiałam dbać o nas. Dlatego nie robiłam mu awantur. Jednak w końcu sam przyszedł i się przyznał. Powiedział, że mnie jeden jedyny raz zdradził i, że ta kobieta jest z nim w ciąży. Wtedy wszystko pękło i zrobiłam mu o wszystko awanturę. Miał w domu młodą żonę, która nosiła mu syna oraz uroczą coreczkę. A on poszedł do jakiejś innej kobiety i to w tym samym wieku. Gdyby była młodsza to rozumiem, ale Sandy jest w naszym wieku. Po tym wszystkim zaczął mnie boleć brzuch i trafiłam do szpitala. Niestety, ale poroniłam i nasz synek umarł. Kiedy Harry dowiedział się, że to wszystko przez te kłótnie zmienił się. Ale ja byłam w kompletnej rozsypce, razem z tobą Lucy pojechałam do swoich rodziców i tam byłam jakiś czas. Harry przychodził co dzień i bałagał o wybaczenie, w końcu mu wybaczyłam. Kochałam tego wariata i wróciłam do niego. Minął prawie rok, a pod moim sercem pojawiła się Mary. Harry zmienił się nie do poznania i zajmował się wszystkim. Kiedy Mary miała dwa latka, a ty cztery, a Luke trzy to spotkaliśmy się, bo wtedy już i Michael był na świecie. Ustaliliśmy wtedy, że to będzie tajemnicą i żyjemy w zgodzie. Do teraz dopóki Mary i Luke się w sobie nie zakochali- rozpłakała się. 
- Mamo 
- Przepraszam cię Lucy. Wiem, że zniszczyłam wam wszystkim życie- odparła smutno mama Luke' a.
- Spokojnie proszę pani. To było dawno temu...zresztą ja zawsze chciałam mieć brata, co prawda starszego, ale to nie ważne. Co do Mary to sądzę, że znajdzie sobie kogoś nowego. To piękna dziewczyna- skwitowałam 
- Lucy...Mów mi Sandy, w końcu w jakiś sposób jesteśmy rodziną- wszystkie trzy się zaśmiałyśmy. 

Dwa miesiące później...

Razem z Luke' iem nawiązaliśmy wspólny kontakt. To bardzo fajny chłopak i ciesze się, że mam go za brata.
Ale jak patrze na Mary i Luke' a to szkoda mi ich. Byli ładną parą i świetnie się dogadywali, a teraz są rodzeństwem.
- Słuchajcie, a co powiecie na małą imprezkę?- zapytałam i podeszłam do radia. Całą trójką się integrowaliśmy spędzając razem jak najwięcej czasu.
- Dawaj- zaśmiał się nasz brat.
Puściłam jedną ze swoim ulubionych płyt i zaczęłam tańczyć, a za mną moje rodzeństwo.
- Dzieciaki ściszcie tą muzykę trochę- powiedział nasz tata wchodząc do pokoju.
- Oj sorki już ściszam tato- odparłam
- Bardzo przeszkadzamy?- zapytał Luke
- Nie...synu...Jest okej, ale ta muzyka jest dość głośna, a oglądamy na dole film i nie słychać co mówią- odrzekł, a Luke uśmiechnął się niepewnie i podszedł do lusterka.
Tato wyszedł, a Mary wybuchła śmiechem.
- Kto idzie ze mną zobaczyć jak ''oglądają'' film?- zarechotała najmłodsza z nas.
- Dawaj Luke, idziemy- machnęłam ręką i zakradliśmy się całą trójką na korytarz, gdzie było widać salon. Rodzice całowali się, a film leciał i nawet nie zwracali na niego uwagi.
- O ja!- parsknął Luke
- Cii kołku- szturchnęłam go
- Jak mnie nazwałaś?- zaśmiał się i udawał urażonego mój młodszy brat.
- Kołkiem
- Wycofaj to
- Nie- powiedziałam pewna siebie z uśmiechem. Luke spojrzał na mnie złowrogo i przerzucił sobie przez ramię.
- Aa! Nie! Pomocy! Ratunku! Mary! Ty głupku jeden puść mnie!- krzyczałam i waliłam go po plecach.
- Luke puść ją!- pisnęła Mary i ją też sobie przerzucił.
- Nie!
- Puść nas Luke!- krzyczałyśmy obie, a on się śmiał i wpadł do mojego pokoju po czym rzucił nas na łóżko. Wziął poduszkę i zaczął nas nią bić, a my się bronić swoimi poduszkami.

Minął piękny czas weekendu i trzeba iść do szkoły. Ubrałam się w ten sposób, zrobiłam makijaż i uczesanie i wyszłam ze swojego pokoju.
Wzięłam kluczyki do samochodu i poszłam do auta, ale oczywiście ja muszę mieć takiego pecha, że mój samochód zamarzł i nie chce odpalić. Musiałam iść na piechotę i między czasie pisałam SMS' y ze znajomymi na temat mojego zepsutego samochodu. Oraz tego, że jest tak zimno, a ja muszę iść na piechotę.
Nagle wpadłam na kogoś albo ktoś wpadł na mnie, ale wiem, że upadłam.
Znalezione obrazy dla zapytania ian somerhalder- Au!- pisnęłam i podniosłam głowę. Nade mną stał wysoki ciemny brunet z kilku dniowym zarostem w czarnej skórze, białej opiętej bluzce, podartych jasnych jeansach i zimowych jasnych butach o grubej podeszwie.

- Nic ci nie jest piękna?- powiedział uwodzicielsko. Był bardzo przystojny, a jego głos wprost idealny. 
- Nnie, znaczy...Tak! Patrz jak chodzisz, a nie!- krzyczałam, bo przez niego spóźnię się do szkoły. 
- Daj pomogę ci- wyciągnął rękę, ale ja zmierzyłam go wzrokiem. 
- Zostaw mnie już lepiej- chciałam wstać, ale nie mogłam stanąć na nogę i upadłam prosto w jego ramiona.
- No, no...szybko u mnie lądujesz. Wszystko okej?
- Nie jest okej! Puść mnie!- protestowałam, a on podniósł ręce i znowu upadłam na zmrożony chodnik. 
- Ty pacanie! Jak mogłeś!- krzyczałam.
- Chciałaś, żebym cię puścił, a ja słucham tego co chcą kobiety- poruszył zabawnie brwiami, a ja zmroziłam go wzrokiem i wyciągnęłam rękę. Chwycił ją mocno i pociągnął do siebie. Byliśmy tak blisko siebie, że czułam jego miętowy oddech. 
- Dziękuje- odsunęłam się delikatnie i spojrzałam na swoją nogę. 
- To wygląda na skręconą kostkę- stwierdził, a z jego twarzy nie znikał ten cwaniacki uśmieszek. 
- Skąd to wiesz- bąknęłam
- Ponieważ już za pół roku będę studiować medycynę- odparł ponuro. 
- No pięknie, dzisiaj to się wszystko na mnie uwzięło- spuściłam głowę i zaczęłam szukać telefonu, który musiał mi upaść. Brunet zaśmiał się i podniósł z chodnika mojego smartfona. 
- O dzięki- mruknęłam i zaczęłam szukać w kontaktach taty. 
- Nie szukaj, podwiozę cię do szpitala, bo twoją kostkę powinien obejrzeć lekarz- stwierdził dalej z tym swoim uśmieszkiem. Nie wiem czemu, ale po tym gestem uginały się pode mną kolana. 
- Pff uważaj, bo z tobą pójdę. Nie znam cię- powiedziałam dorośle. 
- Jestem Matthew Walker, a teraz chodź, bo tutaj mam samochód- wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego samochodu
Wsadził mnie do środka na siedzenie pasażera i usiadł szybko za kierownicą. 
Odpalił auto i ruszył. 
- A ty?- zapytał
- Co ja?
- Jak się nazywasz? Bo podejrzewam, że imię to masz- burknął i na jego twarz znowu wrócił ten cwaniacki uśmieszek, który działał mi na nerwy, bo on był taki pewny.
- Lucy White- odparłam 

W szpitalu przyjęli mnie na oddział ratunkowy i Matthew był ciągle przy mnie. W sumie to podobało mi się to, ale ten jego uśmieszek doprowadzał mnie do szału. Byłam zła, że jest taki przystojny i nienawidziłam go za to, ale był tutaj ze mną, i to przeważało złość na niego. 
- Jak się czujesz?- zapytał
- A jak mam się czuć skoro powinnam być w szkole, a leżę w szpitalu ze skręconą kostką?- powiedziałam sarkastycznie.
-  Racja. Powiedz coś o sobie- poprawił swoje włosy. 
- Po co ci to?
- Bo chcę wiedzieć kto przeze mnie skręcił kostkę i nie jest teraz w szkole tylko leży w szpitalu- papugował mnie co rozśmieszyło nas oboje. 
- Mówiłam jestem Lucy, mam dziewiętnaście lat i mło...i dwójkę młodszego rodzeństwa- zawahałam się i chciałam odruchowo powiedzieć, że młodszą siostrę Mary, ale mam jeszcze brata. 
- Jesteś pewna? Zawahałaś się- zauważył
- Tak jestem pewna mam dwójkę młodszego rodzeństwa- dodałam pewnie
- Kogo?
- Brata i siostrę
- Jak się nazywają?
- Luke i Mary- powiedziałam z lekkim uśmiechem. Jakby nie patrzeć to mówienie, że mam młodszego brata i siostrę jest fajne. Ale wyjaśnianie dlaczego mamy różne nazwiska już nie należało do przyjemnych.
- Ile mają lat?
- Luke osiemnaście, a Mary siedemnaście- odpowiedziałam
- To twoi rodzice co roku mieli dziecko...W sumie to ciekawie, nie nudzili się w nocy- zaczął się śmiać i poruszył zabawnie brwiami na co ja kopnęłam go zdrową nogą. 
- Ej! A to za co?
- Ty zawsze jesteś taki zboczony?
- Tak, przyzwyczajaj się
- Pff!- prychnęłam - Do czego?
- Do mnie- mrugnął do mnie
- Ha! Zapomnij! Zresztą, a ty?
- Co ja?
- Powiedz coś o sobie
- Nie ma co mówić
- Ja ci powiedziałam co chciałeś, a teraz twoja kolej
- Witam państwa
- Dzień dobry panu- lekarz nam przeszkodził, ale może i dobrze, bo byłam zła na tego kolesia. 
- Co pani jest?
- Skręciłam chyba kostkę, bo wpadł na mnie ten koleś
- Mhm rozumiem. No dobrze to zobaczmy to kostkę
Zaczął ją badać i zlecił prześwietlenie. Okazało się, że faktycznie mam skręconą kostkę i założyli mi gips. 
- No pięknie i co ja teraz zrobię?- zapytałam siedząc na krzesełku w poczekalni. Matthew usiadł obok mnie. 
- Odwiozę cię Lucy
- Co? Nie ma mowy zadzwonię po...a niech to! Tata pojechał na wyjazd służbowy, a mama nie ma prawa jazdy. A rodzeństwo...Luke tylko ma prawo jazdy, ale jest w szkole, a Mary jeszcze nie może- spuściłam głowę zrezygnowana. 
- Jesteś na mnie skazana- zaśmiał się cwaniacko. 
- Weź...Masz mnie odwieźć do domu, rozumiesz?- pogroziłam mu palcem, a on pstryknął mnie w nos i wstał wyciągając do mnie rękę. 
- Jasne królewno- mówił tym swoim uwodzicielskim głosem.Chwyciłam jego rękę i wzięłam kule. Przytrzymał mnie kiedy szłam o kulach i wziął mój plecak. 
Potem pomógł mi wsiąść do swojego auta i ruszyliśmy. 
- Mam dwadzieścia lat, jestem w technikum, mam młodszą siostrę Ashley, z którą mieszkam. Rodzice wyjechali jak ukończyłem osiemnaście lat i zostawili mi do opieki młodszą siostrę- zakończył patrząc z poważną miną na drogę. 
- Ojej...To smutne
- Nie musisz się użalać, bo to nawet lepiej. Rodzice się rozwiedli jakieś pięć lat temu i mieszkali ze sobą tylko dlatego, żeby sprawić nam normalny dom. Ale to nie wychodziło, bo ciągle się kłócili i żyli już osobno, więc czekali do mojej osiemnastki, a wtedy oboje pojechali w swoje strony. Od tej pory nic o nich nie wiemy. Mama tylko na święta przysyła kartki, ale nie pokazuje tego Ashley, żeby nie robić jej nadziei na ich powrót. Oni nas zostawili i tak jest lepiej- powiedziałam z powagą i złością w głosie. 
- Przepraszam...nie wiedziałam- spuściłam głowę 
- Nikt nie wie- zacisnął palce na kierownicy- Jaki adres?
- Co?
- Jaki masz adres ?
- A oto ci chodzi. To jedź aż do zjazdu- potrząsnęłam głową.
Chwilę jechaliśmy w ciszy aż zatrzymał się na światłach.
- Powiedz coś o swoim rodzeństwie- poprosił
- Tu nie ma co mówić
- Masz jakieś ich zdjęcia?
- Mam jedno wspólne- wyjęłam telefon i pokazałam mu. Na zdjęciu staliśmy całą trójką w moim pokoju podczas jednego zdjęcie wspólnych weekendów. Luke stał po środku w starym kapeluszu taty, a my z Mary po bokach z wachlarzami. Wszyscy mieliśmy zabawne miny.
- Jesteście szczęśliwi. Dogadujecie się- ruszył samochodem i jechaliśmy dalej.
- Hm...tak- spuściłam głowę ze smutną miną.
- Coś nie tak?
- Nie, znaczy...Nie będę ci zawracać głowy- machnęłam ręką
- Mów- spoważniał i zacisnął palce na kierownicy. 
 Zaczęłam mu opowiadać i w połowie historii dojechaliśmy.
Podobny obraz- Pomogę ci- wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi. Doprowadził do samych drzwi w domu i poczekał aż otworzyłam kluczykiem drzwi.
- Przepraszam, już idę- powiedział
- Nie, nie musisz. Zresztą w domu nikogo nie ma, więc...- przygryzłam dolną wargę.
- Okej
Poprowadził mnie pod rękę na kanapę i usiadł obok mnie.
- Zaproponowałabym ci coś do picia, ale nie wstanę- zaśmiałam się
- Luzik piękna poradzę sobie sam, tylko powiedz, gdzie jest kuchnia i co mogę wziąć- zdjął swoją skórę i położył na kanapie.
- Yyy...kuchnia jest po lewej stronie, a w lodówce powinien być sok pomarańczowy albo woda- wydukałam i próbowałam zdjąć kurtkę.
- Dzięks- mrugnął do mnie przesuwając bardziej jedną stronę ust i poszedł do kuchni. Po chwili wrócił z butelką wody i usiadł obok mnie na kanapie.
- To słucham dalej- odkręcił zakrętkę i nalał sobie trochę wody do ust.
- Yyy, a na czym skończyłam?
- Na tym, że twój tata zdradził twoją mamę i ta kobieta, z którą ją zdradził zaszła z nim w ciąże- przypomniał i rozsiadł się wygodnie na kanapie, a ja swoją nogę z gipsem położyłam na stołku, który wcześniej sobie dostawiłam.
- A tak racja- opowiedziałam mu historię do końca, a Matthew patrzył uważnie i na koniec...mnie przytulił.
Przecież ja słyszałam różne rzeczy o tym kolesiu. Że wyrywa co ładniejsze laski, bajeruje je, a potem zalicza. Na koniec zostawia i szuka nowej ''zabawki''. Luke mi mówił, że podrywa nawet dwie na raz! Nie chciałam być tą następną, ale akurat wtedy uścisku potrzebowałam.
- Może powinnaś się przespać, dostałaś silne środki przeciwbólowe- powiedział i zszedł z kanapy nieco skrępowany. On skrępowany? Przecież to uwodziciel!
- Owszem, ale ty usiądź tutaj, okej?- pokazałam na fotel obok kanapy, a on skinął głową z ciężkim westchnieniem i przesiadł się tam. A ja z trudem położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy.

- Dzień dobry pani...Jestem Matthew Walker i pomogłem pani córce- dobiegł mnie głos Matthew.
- Witam cię chłopcze, a co się stało?
- Lucy wpadła na mnie na chodniku i skręciła kostkę, bo się poślizgnęła. Zawiozłem ją do lekarza i przywiozłem do domu- opowiedział w dużym skrócie.
Znalezione obrazy dla zapytania damon salvatore gif- Ojej...moje maleństwo, gdzie ona jest?- zapytała czule mama.
- Zasnęła w salonie- odpowiedział.
- Mamo tu jestem- odezwałam się i oboje w szybkim tempie znaleźli się koło mnie.
- Cześć córeczko, jak się czujesz?
- Lepiej, ale głowa mnie boli
- Dostałaś dużo środków przeciwbólowych i powinnaś dużo spać- zabrał głos Matthew.
- Skąd wiesz?- zapytała go moja rodzicielka.
- W przyszłym roku idę na medycynę- pochwalił się.
- Oo gratulacje to dobry kierunek- ucieszyła się moja mama.
- Dziękuje pani bardzo- znowu ten jego uwodzicielski uśmieszek. Doprowadzał mnie do szału. Był powalający, a także denerwujący, bo ciągle go robił.
Wyrwał na to wiele panienek, ale ja taka głupia nie jestem. I zakończą tą znajomość po tym co się dzisiaj stało.
- To jesteś w wieku Lucy?
- Em...Nie jestem rok starszy, ale chodzę do technikum, jestem w klasie elektrycznej. Mój ojciec chciał, żebym był elektrykiem, ale no...mnie ciągle w inne strony- mrugnął do mnie i mama to zauważyła. Powiedziała, że zostawi nas samych. No pięknie! Jeszcze tego tu brakowało! Nie chciałam zostawać sama z tym podrywaczem!
- Twoja mama jest bardzo fajna- poruszył zabawnie brwiami - I nie wiem dlaczego twój ojciec ją zdradził.
- Matt przestań- uderzyłam go w ramię na co on spoważniał.
- Co?- przestraszyłam się, że go uraziłam myślałam, że taki koleś nie ma uczuć. 
- Powtórz to- powiedział zaciskając powieki. A ja uderzyłam go jeszcze raz w ramię. Złapał moją rękę i otworzył oczy.
- Nie to wariatko, to co powiedziałaś. Powtórz- ponownie zamknął oczy, ale dalej trzymał mój nadgarstek.
- Matt przestań- każde słowo dokładnie wypowiedziałam, a jego szczęka się zacisnęła, ale puścił moją rękę.
- Muszę iść, zostawiłem ci mój numer na kartce- powiedział szybko ubierając swoją kurtkę i wychodząc.
Trzasnął tylko drzwiami i już go nie było.
- Matthew poszedł?
- Ttak- wydukałam zdziwiona.

Z pomocą brata i mamy weszłam na górę do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.
Chciałam napisać do niego, ale nie wiedziałam co mam mu napisać.
- Jak się czujesz Lucy?- zapytała Mary wchodząc do pokoju.
- Dobrze, już lepiej
- A nie wyglądasz
- Ty młoda!- rzuciłam w nią poduszką- Dobra co chcesz?
- Poznałam kogoś
- Ja też
- Mów!
- Nazywa się Matthew Walker i jest rok starszy
- Chwila...Ten Matthew?
- Tak ten, a ty?
Znalezione obrazy dla zapytania Matt Prokop- Nazywa się Will Jackson i chodzi ze mną na biologię haha. Wiem, że to już pół roku, ale byłam zauroczona własnym bratem- wywróciłyśmy oczami - A teraz jest inaczej i on jest inny. Oczywiście nikt Luke' a nie pobije i już zazdroszczę naszej szwagierce, ale Will jest taki...taki...
- Wyjątkowy?
- Idealne słowo
- Masz jego zdjęcie?- zapytałam, a moja młodsza siostra zaczęła szukać w telefonie jakiejś jego fotki.
- Ee niczego sobie. Opowiadaj!
Wyszło na to, że Will już dawno interesował się Mary, ale ta była za bardzo zajęta dbaniem o siebie i szukaniem chłopaka nie wiadomo, gdzie, że nie widziała. Kiedy, któregoś dnia płakała po tym wszystkim co się u nas wydarzyło on podszedł do niej i zapytał, pocieszył. A przede wszystkim to wysłuchał wszystkiego. Byli już na dwóch spotkaniach i Mary chodzi cała w skowronkach. Może nie kochała Luke' a? Zresztą skąd można to wiedzieć skoro łączą nas więzy krwi? Ważne jest to, że teraz jest szczęśliwa i raczej Will nie jest naszym drugim bratem.

C.D.N.